Jacek Wójcicki - Ballada o trzech trubadurach
Chcąc by brzmiał na zamczysku śmiech
Przed oblicze swe raz
Trubadurów przywołał trzech możny kniaź
Gdy zdołają rozbawić go wezmą worek dukatów
Jeśli im się nie uda to czeka ich topór kata
Chcąc by brzmiał na zamczysku śmiech
Przed oblicze swe raz
Trubadurów przywołał trzech możny ...
Więcej »
Chcąc by brzmiał na zamczysku śmiech
Przed oblicze swe raz
Trubadurów przywołał trzech możny kniaź
Gdy zdołają rozbawić go wezmą worek dukatów
Jeśli im się nie uda to czeka ich topór kata
Chcąc by brzmiał na zamczysku śmiech
Przed oblicze swe raz
Trubadurów przywołał trzech możny kniaź
Pierwszy, pierwszy przy lutni swej
Opowiedział więc jak
W starej mieszczce zakochał się młody żak
Cały dwór bawił się do łez od wasala do ciury
Lecz po chwili ucichł śmiech
Książę siedział ponury
I nim przebrzmiał ostatni dźwięk
Cały dwór widział jak do śpiewaka przybliżył się
z wolna kat
Drugi z nich się ze strach trząsł
I choć blady był lecz
Śpiewał w głos o rycerzu co zgubił miecz
Cały dwór bawił się do łez
Piosnką tą rozbawiony
Lecz po chwili ucichł śmiech
Książę siedział znużony
I nim przebrzmiał ostatni dźwięk
Cały dwór widział jak do śpiewaka przybliżył się z wolna kat
Pobladł świec różowawy blask
Za oknami był świt
Gdy się kłaniał przed księciem w pas trzeci z nich
Panie - rzekł - wiem jak zrobić to
Żebyś z nudów nie ziewał
Najpierw głowę każ mi ściąć
Potem będę ci śpiewał
Cały dwór nagle wstrzymał dech
A trubadur ten zaś
Złota wór dostał bo do łez
Śmiał się kniaź
Kody na stronę
x
Komentarze (5)